7 rzeczy, które warto mówić uczniom

 Mając 10 lat, zaczytywałam się w „Pamiętnikach księżniczki” i rozmyślałam nad tym, jak osiągnąć samospełnienie. Dzisiaj wiem, że możemy je osiągnąć poprzez ciągły rozwój, poszerzanie wiedzy i stawianie sobie wyzwań. Jeśli chcesz wiedzieć, co warto zrobić dla swojego samorozwoju, to zapraszam do dalszej lektury.

1. Miej cele i świadomość tego, po co je realizujesz

Zaczynając naukę czegokolwiek trzeba wiedzieć, po co się to robi. Jaki cel nam przyświeca, dlaczego chcemy to osiągnąć i po co chcemy ten konkretny czas poświęcić na daną czynność. Zawsze, gdy podejmuję jakieś nowe działanie stawiam sobie pytanie: dlaczego chcę to robić? Co mi to da? Do czego mnie to przybliży?

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Miesiąc temu rozpoczęłam naukę włoskiego (to moje trzecie podejście!) i wiem, że tym razem mi się uda. Pierwszy raz próbowałam się sama nauczyć włoskiego, ale miałam tak dużo pytań i wątpliwości, że dość szybko się poddałam.

Za drugim razem wybrałam nauczyciela, z którym miałam tylko 4 lekcje i nasze drogi się rozeszły. Ja bardziej poświęciłam się uczelni (i łacinie) i kolejne miesiące bez nauki włoskiego przeminęły bezpowrotnie.

W czerwcu tego roku postawiłam sobie jasny cel: w ciągu trzech miesięcy uczę się intensywnie włoskiego, by nadrobić ten stracony czas. Po co to robię?

Bo moim jednym z dziesięciu największych marzeń jest porozmawiać z Włochem w jego ojczystym języku.

Trochę może infantylne marzenie, ale właśnie mija miesiąc od kiedy stawiam kroki ku realizacji go. Bardzo lubię przysłuchiwać się rozmowom w języku włoskim, to taki ekspresyjny i muzyczny język. Uczę się go też dlatego, gdyż

chcę móc bardziej wyrażać siebie i wiedzieć więcej o świecie, rozumieć go.

Nic bardziej nie poszerza horyzontów jak nauka języka obcego, to inny sposób myślenia, definiowania świata. Polecam! ????

2. Wdrażaj dobre nawyki

To chyba jedna z tych rzeczy, które niechętnie robimy, a zwłaszcza wtedy, jeśli gdzieś po drodze zgubimy nasz cel czy świadomość po co to robimy.

Z nawykami często jest tak, że się przymuszamy do wykonania danej czynności, nie sprawia ona nam frajdy, przynajmniej na samym początku lub w momencie kryzysowym.

Kto zaczynał biegać bez formy, ten wie o czym mówię ????  Z czasem, gdy zauważymy efekty systematycznej pracy, może się okazać, że wykonywanie danej czynności jest przyjemnością.

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Zaczynając na poważanie naukę włoskiego, poszukałam w sieci inspirujących blogów, portali związanych z kulturą i językiem włoskim.

Regularnie zaglądam do moich ulubionych miejsc i się inspiruję.

Ponadto uczy mnie najlepsza nauczycielka na świecie, lekcje mam prosto z Italii i nawet nie muszę wychodzić z domu! Oprócz tego codziennie od 20 dni uczę się fiszek i weszło mi to w krew. Zobaczcie ile w ciągu 20 dni można osiągnąć.

7 rzeczy, które warto mówić uczniom

3. Miej swych mistrzów

Jeśli się uczyć – to tylko od najlepszych! Mistrzowie są potrzebni, nawet jeśli nie mamy z nimi bezpośredniego kontaktu.

Od mistrzów można się uczyć w różnoraki sposób: czytając ich książki, słuchając wywiadów z nimi, obserwując ich osiągnięcia, etc. Często nawet sobie nie zdajemy sprawy z tego, że kogoś obraliśmy na Mistrza.

Po prostu lubimy go słuchać, sugerujemy się jego zdaniem, jest dla nas kimś, kto nas motywuje czy inspiruje do działania.

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Jednym z moich mistrzów jest Andrzej Tucholski, od niego nauczyłam się m. in. jak zabierać się za duże projekty, takie jak np. nauka języka obcego.

Lubię jego filmy i blog, chyba w ogóle jego podejście do życia i do pewnych spraw. Innym mistrzem związanym stricte z nauką włoskiego – jest nim moja nauczycielka, która prowadzi Włoski online.

Zawsze mogę na nią liczyć i zadawać jej tysiące pytań ???? W każdej dziedzinie możemy znaleźć swojego Mistrza, za którym będziemy podążać.

4. Czytaj książki

Wszyscy wiemy ile korzyści przynosi czytanie książek, czy to należących do prozy niefikcjonalnej czy literatury pięknej. Czytanie pobudza naszą kreatywność, poszerza horyzonty i jest niemal jak rozmowa z ciekawym człowiekiem, czy jak nieżyjący już Umberto powiedział:

Kto czyta – żyje podwójnie.

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Biorę książkę, siadam w wygodnej pozycji i czytam. ???? Wybieram różne pozycje. Ostatnio rozkoszowałam się prozą Kundery i czekam z niecierpliwością na jego nową książkę! Z książek typowo rozwojowych wybrałam „game book” – jedna z przyjemniejszych form na naukę czy powtórkę przydatnych zwrotów z języka angielskiego. 

7 rzeczy, które warto mówić uczniom

5. Słuchaj podcastów

To dobre rozwiązanie zwłaszcza dla zapracowanych, możesz zmywać, sprzątać, spacerować albo biegać i jednocześnie zdobywać wiedzę, słuchając inspirujących wywiadów lub materiałów specjalistycznych. Jeśli ktoś chce spróbować, to serdecznie zapraszam do grupy, gdzie ponad 800 osób podjęło wyzwanie „W ruchu słucham podcastów”.

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Lubię słuchać podcastów, gdy robię porządki na komputerze lub tworzę grafiki. Czasem uda mi się również w komunikacji miejskiej odsłuchać połowę wywiadu.

6. Rozmawiaj z inspirującymi ludźmi

Rozmowy z inspirującymi ludźmi mogą przyczynić się do samych dobrych rzeczy, np. do naszego działania.

Czasem możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, że dana osoba z naszego otoczenia nas inspiruje, wpływa na to, że podejmuje refleksje, chcemy się rozwijać.

Każdy z nas kogoś takiego potrzebuje i poszukuje, często właśnie takimi ludźmi są nasi przyjaciele bądź partnerzy, a czasem zupełnie obce, przypadkowe osoby, spotkane chociażby na ulicy.

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Zabrzmi to okrutnie, ale już dawno pozbyłam się z mojego życia ludzi, którzy ciągnęli mnie na dno, bo taki mieli sposób bycia (ciągłe narzekanie, obgadywanie, powtarzanie „A po co ci to?” „Po co to robisz? Przecież to bez sensu”, etc.). Ludzie, którzy mnie inspirują to moi najbliżsi – rozmowy z nimi zawsze dodają mi sił, czasem dostanę od nich również kopniaka, żeby wrócić do działania ????

7. Monitoruj swoje postępy

Jest to jedna z ważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o samorozwój – nic tak nie motywuje, jak zobaczenie tego, ile udało nam się zrobić i świadomość, że odrobina więcej wysiłku przybliży nas do celu. Wiedza o tym, ile już potrafimy oraz nad czym musimy popracować, pozwala nam na realne zaplanowanie dalszych kroków, które znów zostaną postawione bliżej celu.

Jak to u mnie wygląda w praktyce: Jeśli chodzi o język włoski, to cóż efekty widzę nie tylko w liczbach, ale także w tym, że ucząc się kolejnych słówek szybciej zapamiętuję ich konstrukcję.

W każdej dziedzinie można sobie wyznaczyć lub poprosić eksperta o wyznaczenie realnych punktów odniesienia dla naszych postępów – zmierzenia gdzie jesteśmy dokładnie na naszej drodze do celu.

Niektóre efekty możemy szybciej zaobserwować a inne dopiero po dłuższym czasie.

A jakie są Twoje triki na samorozwój? Co Twoim zdaniem warto robić dla własnego rozwoju?

Czego nigdy nie wolno mówić dziecku? 7 zdań, których dziecko nie powinno usłyszeć!

2016-10-28 11:32 Milena Tuzimek 7 rzeczy, które warto mówić uczniom Autor: thinkstockphotos.com

Są zdania, których rodzice lub opiekunowe nigdy nie powinni kierować do dzieci. Mogą wywołać u dziecka nie tylko płacz i frustrację, ale i konsekwencje na całe życie. Zaniżona samoocena, niskie poczucie własnej wartości to tylko niektóre z nich. Sprawdźcie jakich zdań nigdy nie powinno usłyszeć żadne dziecko.

Dziecko rozwija się bardzo szybko, czasem nam się wydaje, że pewnych rzeczy jeszcze nie rozumie, ale to błędne założenie. Maluchy rozumieją znacznie więcej niż nam, dorosłym się wydaje. Już jako niemowlęta reagują na swoje imię i odczytują ton naszego głosu. Doskonale wiedzą kiedy rodzice są radośni, zdenerwowani czy zestresowani.

Nasze emocje udzielają się dzieciom. A o zagrożeniach powinniśmy mówić już niemowlętom w okolicach 9. miesiąca życia. Powinny one wiedzieć np., że kubek stojący na stole może być gorący.

Rozmawianie z maluchem od początku i traktowanie go jak człowieka, a nie tylko jak dziecko spowoduje, że w przyszłości możemy uniknąć wielu przykrych sytuacji i wypowiadania zdań, których nigdy nie powinno usłyszeć!

Współczesne rodzicielstwo

Rodzice starają się wychowywać dzieci najlepiej jak potrafią czytają, oglądają programy edukacyjne i biorą pod uwagę porady pschychologów dotyczące rozwoju i wychowania maluchów. Jednak są sytuacje, kiedy czują się bezsilni i wtedy mogą wypowiedzieć słowa, które zranią dziecko, wywołają jeszcze większy płacz i frustrację.

Może się wydawać, że słowa te pójdą w niepamięć i dziecko jak tylko się uspokoi zapomni o nich. Jednak nie zawsze tak się dzieje i niektóre, zwłaszcza często powtarzane, zwroty mogą mieć poważne konsekwencje, takie jak: zaniżona samoocena czy niskie poczucie własnej wartości.

Zanim zaczniemy krzyczeć na dziecko dajmy sobie chwilę na uspokojenie własnych emocji, a następnie postarajmy się porozmawiać z dzieckiem!

Sprawdź również kalendarz rozwoju dziecka >>

Nie kocham Cię już..

Takie zdanie wypowiedziane do dziecka burzy całkowicie jego poczucie bezpieczeństwa. Dla każdego malucha to rodzice są całym światem i najważniejszymi osobami, bezgranicznie im wierzy i to przy nich czuje się bezpiecznie. Dlatego, jeśli nie chcemy tego zniszczyć nigdy nie wypowiadajmy do dziecka słów, że je nie kochamy bo np.

było niegrzeczne, coś zepsuło lub źle się zachowywało. Czasem się zdarza, że rodzice używają miłości do dziecka jako karty przetargowej. Informując je, że jeśli nie będą grzeczne to przestaną je kochać. Takie zachowanie nigdy nie powinno mieć miejsca.

Zadaniem rodzica jest troska o dziecko i okazywanie mu miłości, a karanie go takimi słowami nie jest żadną metodą wychowawczą!

Zobacz też:  Jak wybrać dobry plecak dla dziecka?

Przeczytaj również: Jak poskromić agresywne dziecko?

Jesteś niegrzeczny, zły, brzydki..

Ocenianie dziecka w taki sposób przez pryzmat jednej sytuacji w której źle się zachowało sprawia, że umniejszamy jego poczucie wartości. Nawet jeśli dziecko narozrabiało wyjaśnijmy mu że tak nie można, jest nam przykro, że coś zepsuło i jeśli sytuacja tego wymaga wybierzmy karę odpowiednią do zachowania.

Wypowiadając tego typu zdania musimy pamiętać, że dziecko buduje sobie w głowie obraz własnej osoby ze słów rodziców.

Jeśli zamiast pozytywnych cech częściej słyszy te negatywne może to prowadzić do tego, że dziecko będzie nieśmiałe, niepewne siebie, a w konsekwencji ciężko mu będzie budować relacje z ludźmi w szkole czy później w pracy.

Nie płacz, przecież nie masz powodu

Sam fakt, że dziecko płacze oznacza, że ma jakiś powód. Może to być konkretna sytuacja, kłótnia z innymi dziećmi, a może po prostu jest smutne – chce się przytulić i poczuć bezpiecznie.

W takiej sytacji zamiast wypowiadania zdań, które sygnalizują maluchowi, że płacze bez powodu, a rodzice bagatelizują jego problemy, starajmy się poznać punkt widzenia dziecka na całą sytuację.

Jeśli nie chce rozmawiać, pomóżmy mu się uspokoić i dopiero wtedy porozmawiajmy o powodzie płaczu.

Przeczytaj również: Jak interpretować rysunki dziecka?

Przyjdzie ktoś i Cię zabierze..

Straszenie dziecka nigdy nie było metodą wychowawczą.

Najczęściej używają jej rodzice, którzy nie znają innych metod, są bezsilni w stosunku do zachowania dziecka i nie szukają sposobów na rozwiązanie problemu, ale wybierają najkrótszą drogę jaką jest straszenie.

Powodowanie lęków w dziecku przed obcymi lub przed konkretnymi osobami może mieć poważne konsekwencje. Straszone dzieci boją się ciemności, nie chcą same zostawać w pokoju, czują się nieswojo w miejscach publicznych i panikują, jak tylko stracą z oczu rodziców.

Jak przyjdzie tata to zobaczysz..

Stawianie jednego z rodziców w roli osoby, która wymierza kary jest dla dziecka bardzo mylące. Kocha oboje rodziców tak samo i ciężko mu zaakceptować, że jedno z nich jest od rozpieszczania, a drugie od karania. Rodzice powinni budować szacunek na swój sposób, bez straszenia malucha.

Uspokój się!

Kiedy dziecko płacze lub krzyczy rodzice też są zdenerwowani, a gdy tracą panowanie nad sytuacją dzieci często słyszą, że mają natychmiast się uspokoić i przestać płakać. Oczywiście po takim „rozkazie” płacz przybiera na sile i zamiast upragnionego spokoju mamy rozhisteryzowane dziecko.

Rodzice powinni unikać tego typu zwrotów kierowanych do dziecka ponieważ powodują one skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast tego opanujmy najpierw swoje emocje, co też może nie być łatwe, a wymagamy tego od dziecka i następnie pomóżmy uspokoić się dziecku.

Możemy przytulić dziecko, spokojnie wytłumaczyć mu, że ma prawo się denerwować i wskażmy inne sposoby na rozładowanie złości.

Przeczytaj również: Inteligencja emocjonalna u dziecka

Nie możesz, bo nie!

Stwierdzenie to nie wnosi nic pozytywnego do relacji rodzic-dziecko. Pokazuje jedynie wyższość rodzica nad dzieckiem.  Dziecko uczy się, że to rodzic ma zawsze racje, bez używania żadnych argumentów. Takie zachowanie może mieć swoje konsekwencje kiedy dziecko będzie dorastało, a rodzice nagle będą chcieli rozmawiać z dzieckiem.

Wtedy może się okazać to trudne, w końcu nie nauczyliśmy malucha wspólnej rozmowy, gdzie obie strony przedstawiają swoje zdania i argumenty, ale pokazaliśmy tylko jedną słuszną rację, tę ze strony rodzica! Dlatego nie używajmy tego zwrotu, ale wyjaśniajmy każdą naszą decyzję w stosunku do niego, szczególnie jeśli czegoś mu zakazujemy.

Polecamy wideo: Zdrowe przekąski dla dzieci

29 rzeczy, które warto mówić do dzieci

  • Długa lista, chociaż jeszcze niepełna.
  • 7 rzeczy, które warto mówić uczniom
  • W związku z tym, że powstały już dwa wpisy o tym, czego do dzieci nie mówić (część pierwsza i część druga), nadeszła najwyższa pora na listę rzeczy, które warto mówić do dzieci. Oto one:

1. Jesteś ważny

Każdy jest ważny. Im wcześniej zaczniemy mówić to naszym dzieciom, tym szybciej uda im się w to uwierzyć.

2. Co o tym myślisz?

To pytanie ma podobną funkcję jak punkt pierwszy. Ono też pomaga poczuć się dzieciom ważnymi. Pytanie dzieci o ich zdanie powoduje, że czują się ważne.

3. Dziękuję, proszę, przepraszam

Przykład musi płynąć z góry. Jeśli my będziemy używać tych słów, w stosunku do dzieci, będą one dla nich naturalne.

4. Musisz być z siebie dumny

Najlepiej zamiast „jestem z ciebie dumny”, które powoduje, że dzieci zaczynają robić coś tylko po to, aby otrzymać pochwały.

5. Jak to zrobiłeś?

Pytania otwarte pomagają nie tylko nam lepiej poznać dziecko, ale też pomagają dziecku lepiej poznać samego siebie.

6. Jestem po twojej stronie

Zawsze. Bezwarunkowo. Dziecko powinno mieć tego świadomość.

7. Zawsze możesz powiedzieć nie

Pisałem już o tym w tekście Dobrze wychowane dziecko potrafi powiedzieć nie.

8. Jak się z tym czujesz?

Często ciężko jest nam określić jak nasze dziecko czuje się w danej sytuacji. Dlaczego więc go nie zapytać?

9. Rozumiem dlaczego się tak czujesz. Masz do tego prawo.

Dziecko ma prawo do tego, aby czuć się tak, jak się czuje. Emocje nie podlegają ocenie. Wyrażenie naszego zrozumienia, pomaga nawiązać porozumienie z dzieckiem. Szczególnie dobrze się sprawdza to w chwilach, w których dziecko jest zdenerwowane.

10. Ale się napracowałeś

Docenianie wysiłku, zamiast efektów. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał: Dlaczego niektóre dzieci się starają, a inne się poddają?

11. To co mówisz, ma znaczenie

Innymi słowy: liczymy się z twoim zdaniem.

12. Jesteś kochany

Są na świecie ludzie, którzy cię kochają.

13. Wszyscy popełniamy błędy

Błędy nie spotykają tylko dzieci. Dorosłych również. Nie są one też niczym złym. To właśnie dzięki nim się uczymy jak robić coś lepiej. To dzięki nim się rozwijamy.

14. Tak, słucham cię

Bycie otwartym na to co ma dziecko do powiedzenia. Nawet jeśli emocje się gotują. Czasem wysłuchanie dziecka jest dokładnie tym, czego potrzebujemy.

15. Ufam ci

Zaufanie rodzica jest bezcennym darem dla dziecka.

16. Spędzanie z tobą czasu jest przyjemne

Jeśli dziecko będzie świadome, że samo spędzanie czasu z nim, może być dla drugiego człowieka przyjemne, pozytywnie wpłynie to na jego pewność siebie.

17. Wierzę w ciebie

Wierzę, że dasz sobie radę.

18. Nie mogę się doczekać, aż mi o tym opowiesz

Idealnie nadaje się do zastąpienia „jak było w przedszkolu/szkole”.

19. Codziennie się czegoś od ciebie uczę

Nie zgadzacie się? Polecam więc cztery zalety, które niesie ze sobą posiadanie dzieci.

20. Czy wiesz jakie są konsekwencje/następstwa takiego wyboru?

Analizowanie dostępnych danych i ocenianie ryzyka na ich podstawie, są jedną z najbardziej wartościowych umiejętności w dzisiejszym świecie.

21. Czy masz jakiś pomysł, aby to ulepszyć?

Czasami kreatywność naszego dziecka może nas zdrowo zaskoczyć. I nie ma znaczenia czy mówimy o budowli z klocków czy o stroju na bal przebierańców.

22. Sprawiasz, że się uśmiecham

Każde dziecko czasami to sprawia. Warto czasami powiedzieć to na głos.

23. Uwielbiam sposób, w jaki opowiadasz swoje historię

Jak sprawić, aby dziecko dużo nam opowiadało? Właśnie tak.

24. Wiem, że zrobiłeś wszystko co w twojej mocy

Kiedy widzimy, że nasze dziecko naprawdę zrobiło już wszystko i nie ma już siły starać się bardziej, doceńmy ten wysiłek.

25. Chciałbyś o tym porozmawiać?

Czasami dzieci potrzebują czasu, aby sobie coś przemyśleć, aby się nad czymś zastanowić. Nie zawsze też ma akurat w tym momencie o czymś rozmawiać, nawet jeśli nam wydaje się to palącym problemem. Cierpliwość jest cnotą.

26. Uwielbiam być twoim rodzicem

Uwielbiamy to, prawda? Przynajmniej w większości dostępnego czasu 🙂

27. Cieszę się, że jesteś

Tak po prostu.

28. Zawsze możesz do mnie przyjść się przytulić

Zawsze.

29. Kocham cię 

Żadna lista nie byłaby pełna bez tych słów prawda?

Na koniec

polecam również pięć słów, które wszystkie dzieci chcą usłyszeć.

A wy? Macie jakieś swoje słowa, które często mówicie swoim dzieciom?

Prawa do zdjęcia należą do ashton.

7 rzeczy do plecaka, dzięki którym Twoje dziecko pokocha szkołę

Przygotowanie wyprawki szkolnej to dla dziecka nie lada frajda. Te wszystkie zeszyty, ołówki, flamastry, cienkopisy, zakreślacze, piórniki, farby.

Ile ten młody człowiek potrafi poświęcić czasu na skompletowanie tych wszystkich gadżetów! Dzięki nim prawdopodobnie łatwiej pokona trudy pierwszych powakacyjnych tygodni. Dla rodzica kompletowanie wyprawki – np.

przez internet, płacąc kartą – może być z kolei dobrą okazją, żeby poświęcić dziecku trochę więcej czasu. „Mówisz, że to jest fajne? To spójrz na to!”. I wtedy pokazujesz dziecku jeden z wybranych gadżetów. Będzie zaskoczone.

Poniżej kilka naszych propozycji, które warto potraktować jako inspirację, ponieważ rynek oferuje niemal nieograniczony zasób podobnych produktów. 

 1. Ten plecak

No dobrze, może ci się nie podobać, możesz nie rozumieć, co w nim takiego fantastycznego, ale uwierz, że plecak jest istotnym (jeśli nie najważniejszym) elementem szkolnej wyprawki. Na rynku dostępne są plecaki, które mogą spodobać się wszystkim tym dzieciakom, które lubią wyróżniać się z tłumu.

Dają one możliwość samodzielnej zmiany wzorów umieszczonych na froncie plecaka, np. dzięki silikonowej powierzchni i zestawowi pikseli do przyczepiania w dowolnej konfiguracji. To może być sposób na wyrażenie siebie. Niech twoje dziecko samo zadecyduje, co chce przekazać światu.

Może stworzy napis odwzorowujący jego nastrój? Dla młodszych dzieci jest to okazja do ćwiczenia pisania i czytania, ale także pobudzenia kreatywnego myślenia. 

Zobacz też:  Rozmówki rosyjskie w podróży

2. W trosce o zdrowy kręgosłup  

Dziecko, szczególnie na początku swojej szkolnej przygody, może mieć trudności z wytrzymaniem w ławce całą lekcję. Przejście z zerówki do szkoły bywa dla wielu uczniów szokiem. Adaptację do nowych warunków może ułatwić tzw. dysk sensomotoryczny (zamienne nazwy: jeżyk/piłka). To specjalna nakładka, którą dziecko może położyć na krześle.

Siedzenie na niej pozytywnie wpływa na kręgosłup. Sprawia, że kilkadziesiąt minut w ławce przestaje być problemem. Nawet jeśli twoje dziecko nie chce zabierać takiej „poduszki” do szkoły, warto mieć ją w domu.

Odrabianie lekcji będzie przebiegało w znacznie bardziej komfortowych warunkach, a dziecko przestanie kręcić się i wiercić z powodu niewygodnej pozycji i zmęczenia ciągłym siedzeniem.

3. Wytrzymały lunchbox   

Kanapka zgnieciona książkami? Rozgnieciony banan? Z myślą o dzieciach, które zabierają ze sobą drugie śniadanie do szkoły powstało mnóstwo kolorowych, niezwykle praktycznych i wytrzymałych lunchboxów.

Wzorów jest tak wiele, że każdy znajdzie coś dla siebie, ale i tu obowiązuje podstawowa zasada – ostateczny wybór należy do dziecka. Tylko to zagwarantuje, że z przyjemnością sięgnie po zestaw przekąsek na drugie śniadanie.

A co mamy do wyboru? Specjalne pojemniki na trójkątne kanapki, na jogurt z musli, na owoce, sałatkę z dipem. Na rynku znaleźć można nawet specjalny pojemnik na banana. Warto sprawdzić, czy produkt można myć w zmywarce. 

4. Zeszyt ze „ściągą”   

Teoretycznie najlepszy zeszyt to taki z miękką okładką. Dlaczego? Bo mniej waży. Dla dziecka jednak najważniejsza będzie okładka i to, co przedstawia. A gdyby tak powiedzieć mu, że są zeszyty, na marginesach których znajdują się różne definicje związane z przedmiotem (inne do języka polskiego, matematyki czy biologii)? To nie ściąga, to pomoc naukowa. 

5. Poręczna butelka z wodą   

Chcemy, by nasze dzieci zdrowo się odżywiały, dlatego szykujemy im do szkoły drugie śniadanie. Chcemy też nauczyć je dbać o środowisko. Jedno i drugie łatwo da się połączyć. Nawyk picia wody niewątpliwie służy zdrowiu, natomiast korzystanie z butelki wielokrotnego użytku uczy mądrego gospodarowania surowcami.

A więc postanowione – butelka, którą łatwo się myje i którą dziecko może spakować do plecaka. Trzeci wymóg, który powinien spełniać taki gadżet? Być poręczny. I mamy to! Bidon na wodę, który można obsługiwać jedną ręką i który nie rozleje się w plecaku. To bardzo ważne. Wiemy przecież, że w dziecięcych plecakach raczej nie panuje ład i porządek, a wszystko wrzucone jest „jak leci”.

Takich produktów na rynku jest bardzo dużo, więc wybór jest doskonały.  

6. Zawsze w kontakcie 

Dzięki nowoczesnej technologii rodzicielstwo jest dzisiaj zdecydowanie łatwiejsze niż kiedyś. Spójrzmy chociaż na telefony – doceniamy to, że mamy możliwość stałego kontaktu z dzieckiem. Często już pierwszoklasiści mają smartfony.

W teorii brzmi świetnie, ale każdy rodzic wie, że dziecięce telefony bardzo szybko się rozładowują. Jednak i na tę bolączkę znajdzie się rozwiązanie. To powerbank.

Na rynku można znaleźć modele, które spodobają się nie tylko najmłodszym, ale także nastolatkom.  

7. Tajna broń    

Długopis do zadań specjalnych? Zdecydowanie! I nie mówimy tu o szpiegowskim gadżecie z kamerą i mikrofonem, ale o „inteligentnym” długopisie, który nagrywa to, co słyszymy, ale też nasze notatki, które potem można odtworzyć na komputerze lub telefonie. Po ściągnięciu odpowiednich aplikacji notatka może być automatycznie odwzorowana na urządzeniu. Taki gadżet sprawdzi się w przypadku starszych dzieci, które potrafią szybko opanować urządzenia elektroniczne i właściwie się z nimi obchodzić.  

7 rzeczy, które chciałabym przekazać dziecku

Właśnie jemu – mojemu synowi. Nie nakłaniać do podzielania moich poglądów, ale przedstawić je w taki sposób, żeby choć chciał się z nimi zapoznać. Chcę przekazać to, w co sama wierzę, z czym się utożsamiam. Ludzie są bardzo różni i nawet jeśli w naszych żyłach płynie ta sama krew, kiedy Budzik osiągnie dorosłość, nasze poglądy mogą być diametralnie różne.

Można to nazywać konfliktem pokoleń, niezgodnością charakterów czy jakkolwiek inaczej. Chciałabym, żebyśmy wzajemnie szanowali swoje zdanie i potrafili dyskutować tak, jak wielu się nie udaje. Tymczasem w głowie od dawna mam listę rzeczy, o których będę mu mówić.

1. Miłość.

Łatwo nazywamy tym słowem, może zbyt łatwo. Miłość pełni bardzo ważną rolę w życiu dziecka i dorosłego, każdego człowieka. Nie musi to być miłość małżonków, ani w nieformalnym związku. Nawet dzieci nie zawsze są kochane bezwarunkowo, choć tak powinno być.

Chciałabym, żeby Budzik kochał zwierzęta, a przez słowo „kochał” rozumiem szacunek do nich, troskę, zrozumienie dla pewnych zachowań (także teraz się tego uczymy np. reakcji naszej kotki na głaskanie, kiedy wyraźnie sobie tego nie życzy). Miłość to nie tylko motyle w brzuchu na pierwszej randce.

Miłość to często oddanie, poświęcenie, przywiązanie i całe stado emocji.

2. Empatia.

Taka zupa z Azji – wiem. Świat pędzi naprzód, a my razem z nim. Chciałabym, żeby w pośpiechu codzienności zauważał innych. Żeby serce drgnęło wtedy, gdy zobaczy krzywdę drugiego człowieka lub innej istoty. Żeby nie tylko patrzył, ale i widział.

3. Tolerancja.

Czytałam, że więcej osób deklaruje się jako tolerancyjne, niż faktycznie jest.

Pewnie to prawda – kiedy zbliża się do Ciebie facet albo babka z mikrofonem i operatorem kamery, zadaje pytanie „czy uważa się Pan/Pani za osobę tolerancyjną” odpowiesz, że jesteś homofobem, nie cierpisz katolików, żółtych, czarnych i psów bez zębów? Pewnie nie. Wydaje mi się, że jestem tolerancyjna.

Nie odwracam wzroku, kiedy dwóch facetów się całuje. Nie oburza mnie to, nie drażni, nie obrzydza. Skoro się kochają albo jest im razem dobrze? Co mi do tego? Jakie mam prawo żeby ich oceniać? Jako dziecko, często choćby na ulicy słyszałam powiedzonka o Żydach. Wtedy ich nie rozumiałam, dziś nie powtarzam, bo uważam za podłe, niegodne.

Nie oceniam ludzi przez pryzmat ich koloru skóry, wiary czy przekonań. Owszem, mogę się z nimi nie zgadzać, mogę dyskutować, ale nie dyskryminuję ze względu na sam fakt, że ktoś jest inny niż ja. Tolerancja to zgoda, ale…nie na wszystko. Nie toleruję wielu rzeczy, o których może następnym razem.

4. Książka.

Nie, nie chcę przekazywać Budzikowi książki, ale byłabym bardzo szczęśliwa, jeśli udałoby mi się zaszczepić w nim miłość do czytania, radość jaką dają lektury. Żeby widział w czytaniu nie obowiązek, a dostrzegał możliwości. Wiele osób myśli, sama znam takie, że książka to zmęczony wzrok i nic niewnoszące do naszego życia słowa.

Dla mnie – wręcz przeciwnie. Książki potrafią otworzyć na wiele spraw, pokazują taki sam lub inny od naszego punkt widzenia na różne kwestie, są wstępem do rozważań. Jasne, niektóre przeczytamy dla tak zwanego odmóżdżenia, oderwania od codzienności ale przecież istnieje całe mnóstwo świetnych, które mogą nas czegoś nauczyć.

Dlaczego z tego nie korzystać?

5. Dostrzeganie rzeczy małych.

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Ostatnio jestem w miejscu, w którym przestałam narzekać a zaczynam dostrzegać.

Nie zawsze jest to możliwe, bo na pewno ciężko jest zaakceptować brak pracy, rodziny, dziecka, miłości, kota, no czegokolwiek co bardzo byśmy chcieli mieć i się nie udaje. Rzecz w tym, żeby nauczyć się widzieć szklankę w połowie pełną.

Ba! Nawet w jednej trzeciej bo i kilka łyków potrafi ugasić pragnienie. Zresztą, to absolutnie nie wyklucza podążania za czymś lepszym czy snucia planów i marzeń.

Szykują się u nas duże zmiany i chociaż nie miałam czasu, żeby się do nich przygotować muszę uwierzyć, że będzie dobrze. Że sobie poradzimy, odnajdziemy się w nowej rzeczywistości. Nikt tego za mnie nie zrobi, a wiara ponoć czyni cuda. Sprawdzę czy tak faktycznie jest.

6. Własne zdanie.

Warto je mieć. Trudno mnie przekonać do zmiany poglądów, chociaż tylko krowa ich nie zmienia (a i to jest wątpliwe). Polegam na własnej intuicji i wiedzy. Kieruję się swoimi przekonaniami, słucham rad innych i cedzę przez sito zdrowego rozsądku.

Nie wyobrażam sobie zawsze i wszędzie być zdanym na kogoś innego, żyć według cudzego schematu. To męczące dla obu stron. Chciałabym, żeby mój syn także polegał na sobie, ale też wiedział, że nie trzeba mieć wyrobionej opinii na każdy temat.

To raczej utopia – o tak wielu sprawach nie mamy bladego pojęcia.

7. Szacunek.

Dla drugiego człowieka. Zwierząt. Cudzej własności. Do siebie. Do świata, przyrody, starszych i młodszych. Dla innych poglądów, dla wiedzy.

__

Czy tylko tyle mam do przekazania własnemu dziecku? Nie. Tyle na początek. To rzeczy, które pojawiają się w codzienności i które tak naprawdę się ze sobą łączą. Wszystkie.

Czymże jest miłość bez szacunku? Tolerancja bez własnego zdania? Książka bez dostrzegania rzeczy małych? Do rozwiązań odpowiednich dla nas samych dochodzimy przez całe życie.

Dopiero kiedy nadejdzie jego kres, będziemy mogli ocenić czy faktycznie byliśmy oddani naszym ideałom, czy wszystko robiliśmy dobrze, czy postąpiliśmy odpowiednio przekazując to kolejnemu pokoleniu. I dopiero ono będzie odpowiedzią na te pytania.

Źródło: boodzik.pl

Jakich słów warto unikać w rozmowie z dzieckiem?

To, co mówię, rezonuję w drugim człowieku. W dziecku niemal natychmiast. Nieraz doświadczyłam, jak moje słowa przyczyniają się do zmiany zachowania, postawy moich córek. Znam słowa, które wzmacniają poczucie wartości, budują relacje, podtrzymują kontakt, i znam słowa, które ten kontakt zrywają.

Zobacz też:  Pisemne prace domowe – jak je zadać skutecznie?

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Książka o tym, jak zazwyczaj mówimy do siebie, dlaczego często jesteśmy nieskuteczni w komunikacji i co zrobić, by dogadać się w rodzinie.

Jakich słów i zwrotów warto unikać?

Pogrupowałam je, choć mam świadomość, że wszystko zależy od kontekstu, w jakim zostają użyte.

Pochwała:

  • jestem z ciebie dumna
  • zuch dziewczynka
  • brawo, nikt tak jak ty nie skacze
  • ale z ciebie dzielny chłopiec
  • pięknie narysowałeś
  • ładnie zjadłeś

Motywacja zewnętrzna:

  • dasz radę, jeśli nie ty, to kto
  • musisz się jeszcze bardziej postarać
  • jeszcze tylko 500 metrów i czeka na ciebie nagroda
  • popatrz, ile możesz zyskać, jeśli…
  • jesteś najlepszy

Upomnienie/osąd/nagana:

  • jak mogłeś postąpić tak bezmyślnie
  • ile razy mam ci powtarzać
  • co się z tobą dzieje
  • przestań wreszcie
  • natychmiast się uspokój
  • nie wolno tak robić
  • co ty sobie wyobrażałeś, że…
  • o nic nie można cię poprosić, bo ciągle mówisz „nie” i „nie”

Etykiety:

  • leń
  • jesteś kłamcą
  • ale z ciebie niejadek
  • taka grzeczna dziewczynka
  • jesteś najpiękniejsza
  • mój bohater
  • nie bądź taki uparciuch

Porównania:

  • Kasia już zna tabliczkę mnożenia, a jest od ciebie młodsza
  • kiedy nauczysz się wiązać buty? Masz już 6 lat
  • inne dzieci w twoim wieku same się ubierają
  • cały tatuś, taki sam bałaganiarz

Wykorzystanie relacji:

  • będzie mi przykro, jeśli tak postąpisz
  • i jeszcze łyżka za mamusie, i za tatusia, i za babcię…
  • mamusia tak ładnie prosi
  • zrób to dla mnie
  • to twoja wina

Dlaczego wszystko to zrywa relacje?

Ponieważ narusza integralność dziecka, przekracza jego granice, nie daje mu przestrzeni na dokonywanie wyborów, zmusza do niechcianego posłuszeństwa lub buntu, też niechcianego. Dzieci, które słyszą takie słowa, przestają sobie ufać. Niestety dorosłym też rzadko ufają. Stają się bezsilne, co może przybrać formę bierności w działaniu, wycofania się z grupy.

Takie dzieci wyglądają na przestraszone, nieśmiałe. Łatwo wpadają w płacz. Są bojaźliwe. Na niektóre dzieci krytyka, etykietowanie czy osądzanie działają jak przysłowiowa czerwona płachta na byka. Dorośli spotykając takie dzieci twierdzą, że one „uwielbiają walczyć”, bo krzyczą, kopią, biją, używają nieprzyzwoitych słów.

 Takie dzieci wyglądają na zadziorne, hałaśliwe, agresywne, czasem wulgarne.

Warto pamiętać, że to, co mówimy do dzieci naprawdę ma znaczenie. Bez względu na to, czy nasze słowa zawierają takie komplementy jak: jesteś piękna, cudownie śpiewasz, to twoja najlepsza praca, odważny chłopiec… czy też pełne są pretensji: jak mogłeś, tak się nie robi, jesteś nieodpowiedzialny, niegrzeczna dziewczynka…, mają wpływ na to, co dzieci myślą o sobie.

Kształtują ich obraz świata. Wpływają na ich zachowanie. Pokazują jak traktować drugiego, młodszego, słabszego. Uczą, jak rozwiązywać pojawiające się problemy.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Co zatem mówić do dzieci i jak mówić?

Zamiast pochwały

Zamiast pochwały opartej na przymiotnikach lepiej wyrazić uznanie, czyli podziękować za jakiś konkretny czyn, który zaspokoił jakąś naszą potrzebę.

 Może więc tak: dziękuję, że pomogłeś mi posprzątać po obiedzie, bo lubię kiedy razem coś robimy.

 Albo: kiedy usłyszałam, że stanąłeś w obronie młodszego kolegi, byłam naprawdę poruszona, bo chciałabym, żeby ludzie czuli się bezpiecznie. Myślę, że dzięki temu, co zrobiłeś, ten chłopiec poczuł się bezpiecznie.

Zamiast osądów

W miejsce osądów, etykietowania, krytykowania proponuję posługiwanie się językiem osobistym, który tak dobrze jest znany dzieciom i choćby dlatego jest przez dzieci słyszany. Chcę/nie chcę, lubię/nie lubię, podoba mi się/nie podoba mi się.

Zamiast: jak mogłeś uderzyć brata,można powiedzieć: chcę, żebyście bawili się tak, by żadnemu z was nie działa się krzywda bo nie chcę, żebyś bił brata. Zamiast: jesteś kłamcą, lepiej powiedzieć: chciałabym usłyszeć, jak to wyglądało z twojego punktu widzenia.

Zamiast porównań

Kiedy porównujemy dzieci do siebie lub nadajemy im etykiety, to nie tylko zrywamy kontakt, ale i tworzymy dwubiegunowy świat, w którym ja jestem mądra, a ty głupi. W takim świecie trudniej wchodzi się w relacje, bo ten drugi nie zasługuje na przyjaźń ze mną lub ja nie jestem wystarczająco dobry, by należeć do tej paczki.

Przestaniemy porównywać, gdy będziemy patrzeć wyłącznie na nasze dziecko, a patrząc będziemy widzieć niepowtarzalny, wyjątkowy egzemplarz.

Jeśli chcesz, żeby twój 8-latek umiał już tabliczkę mnożenia zapytaj: Chciałbyś mojej pomocy w nauce mnożenia? Jeśli chciałabyś, by dziecko samodzielnie myło zęby powiedz: Chodź, pokażę ci jak szczotkować zęby, żeby pozbyć się resztek jedzenia.

A jeśli się nie uda?

4 kroki Porozumienia bez Przemocy na pewno nie zawiodą, gdy wyjdą z naszych ust słowa, które nie pochodzą z serca. Zawsze wtedy możemy przecież powiedzieć tak: Przepraszam.

Zrobiło mi się strasznie smutno (uczucie), gdy usłyszałam jak mówię do ciebie, że jesteś leniem i bałaganiarzem (obserwacja), bo chciałabym nie osądzać (potrzeba).

Następnym razem, gdy będę zdenerwowana najpierw policzę do 10, a potem otworzę buzię (prośba).

Dziewięć rzeczy, które robili nasi rodzice. A my powinniśmy wziąć z nich przykład

Jak wyglądało dzieciństwo w latach 80. czy 90.? Mam wrażenie, że rodzice bardziej nam ufali, nie ingerowali aż tak bardzo w to, co robimy. Byli też cierpliwsi, nie stali nad nami, nie popędzali. Dziś z jednej strony chcemy, aby nasze dzieci były samodzielne, a z drugiej – we wszystkim je wyręczamy.

Bo rano się spieszymy i nie mamy czasu czekać, aż samo zapnie guziki w sweterku, gdy przychodzimy po nie do przedszkola też chcemy jak najszybciej dotrzeć do domu i pomagamy założyć buty. Kupujemy kreatywne zabawki, ale nie pozwalamy wymyślać kreatywnych zabaw. Wszystko kontrolujemy, wskazujemy palcem, co trzeba zrobić.

Swoboda, jaką mieliśmy w dzieciństwie, to coś, czego brakuje dzieciom teraz.

Rodzice nie chodzili za mną jak cień i nie podpowiadali: a może róbcie to, może tamto. Dzisiaj mam wrażenie, że za mocno chcemy uczestniczyć w życiu naszych dzieci, że wszędzie chcemy wepchnąć swoje pięć groszy, swoją kreatywność, swoje zaangażowanie. Ja pamiętam z mojego dzieciństwa takie fajne poczucie braku kontroli, że jestem samodzielna, że rodzice mi ufają i mam swój świat

– mówi moja koleżanka, którą poprosiłam o porównanie jej dzieciństwa z tym, jak wygląda ono teraz.

Zobaczcie, jak wpływają na dziecko pozytywne bodźce. A co się stanie, gdy będziemy je zawstydzać i poniżać?

Bieganie z kluczem na szyi to symbol naszego dzieciństwa. Chociaż rzadko się zdarzało, że faktycznie nikogo nie było w domu, to nie musieliśmy czekać, aż ktoś wyjdzie z nami na plac zabaw.

Musieliśmy co jakiś czas po prostu się „meldować” – dzwoniąc domofonem czy krzycząc pod oknem. Nigdy się nie nudziliśmy, nawet jak nie mieliśmy zabawek.

Dziś dzieci bawią się pod naszym czujnym okiem, wskazujemy im, co teraz mają robić. Zapominamy, że one doskonale to wiedzą.

– Po powrocie ze szkoły był obiad, później odrabiałam lekcje. Gdy to zrobiłam, zabierałam się za zabawę, wychodziłam na dwór – wspomina moja koleżanka, która dorastała w latach 90.

– Pilnowałam, żeby w piątek odrobić wszystkie lekcje, a później posprzątać pokój. Wtedy miałam cały weekend dla siebie – dodaje. Dziś zastanawiamy się, kiedy dziecko powinno mieć jakieś obowiązki, jakie są dostosowane do jego wieku.

Kiedyś po prostu je mieliśmy. I wiedzieliśmy, że jak czegoś nie zrobimy, to nikt nas nie wyręczy.

Oczywiście, kiedy nam czegoś zabraniali, to się wściekaliśmy. Używaliśmy wielu argumentów typu „bo inni rodzice pozwalają”, „ale wszyscy mogą”.

Z perspektywy czasu widzimy, że to, że rodzice nie pozwalali nam na wszystko, wyszło nam na dobre.

– Najbardziej podobało mi się, że moi rodzice nie pozwalali mi za szybko chodzić na imprezy, za co jestem im wdzięczna – stwierdza jedna z moich rozmówczyń.

Niech dziecko samo sobie przygotuje śniadanie, pozwól mu trzymać mikser, gdy robisz ciasto. – Wiedziałam, że tasakiem nie pokroję pomidora – śmieje się moja koleżanka. Warto pokazać dziecku, co robić i pozwalać mu to robić. Nie chodzi o to, aby kilkulatek korzystał z kuchenki gazowej, ale powinniśmy pozwalać mu na samodzielność.

Pamiętam, że moi rodzice, kiedy ich o to prosiłam, bawili się ze mną. Z tatą bawiłam się w szkołę, a z mamą robiłyśmy to, co sprawiały nam radość. Spacery, zakupy, pieczenie ciastek, czytanie książek

– wspomina moja koleżanka. Nie musimy organizować wielkich atrakcji, wspólne granie w planszówki czy wieczorne rozmowy to coś na wagę złota.

Dawniej rodzice nie mieli obsesji na punkcie organizowania dzieciom czasu wolnego czy wysyłania ich na różne zajęcia pozalekcyjne. Nie mieliśmy poczucia, że coś tracimy. – Tabliczki mnożenia uczyłam się, pomagając mamie lepić pierogi – śmieje się moja koleżanka. Dziś wydaje nam się to zbyt proste.

Rodzice, nawet jeśli wiedzieli, że nasze działanie jest skazane na porażkę, pozwalali nam spróbować. Chcieli, abyśmy nauczyli się na błędach, sami doszli do właściwego rozwiązania. Teraz mówimy „nie rób tego”, bo chcemy chronić nasze dzieci, ale często efekt jest odwrotny. Bądźmy obok, wspierajmy, ale pozwalajmy podejmować decyzje.

Kiedyś życie toczyło się w domu. Tu robiliśmy bazy, pomagaliśmy w pieczeniu ciasta. W domu urządzaliśmy urodziny, zapraszaliśmy znajomych. Dziś wszystko organizujemy na zewnątrz. Nie bójmy się czasem posiedzieć w domu, zrobić coś „zwykłego”. Najprostsze rozwiązania są najlepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *